Jesień zwinęła już barwne kobierce,
na niebie zawisło poszarzałe płótno,
drzewa nie mają czym przykryć nagości,
listopad w pełni, zrobiło się smutno.
Ospałe owady szukają kryjówki,
ostatnie kwiaty więdną na balkonie,
rześkie są noce, ciemne popołudnia,
i często w deszczu cały dzionek tonie.
Wyciągam czapkę, szalik, rękawiczki,
łatwiej będzie ogrzać głowę, szyję, ręce.
Spoglądam w okno bez cienia humoru,
trudno w tym świecie rozradować serce.
(alternatywne zakończenie z nutą optymizmu):
Jednak przygnębić nie chcę czytelnika
nastrojem ponurym stosownym do pory.
Wkrótce nadejdzie grudzień a więc Święta,
radosne chwile, zapachy, kolory.
Pomimo tej szarugi i zimna napisane tak, jakby słowa były barwami na okładce książki z baśniami. Sama królowa śniegu
mogłaby się w tej krainie przechadzać z wysoko podniesioną głową . I korona z głowy by jej nie spadła, choć szata taka skromna i bez ozdób. Niby niegodna królowej, ale na swój sposób piękna przecież. Wyszyta uważnością, uczuciami i słowami lśniącymi jak śnieg w słońcu.
PolubieniePolubione przez 1 osoba