Do domu dotarłam dziś sama. Moja siostra zagubiona! W moim sercu rana. Z kieszeni płaszcza trafiłam do szafy Samiutka wśród apaszek, czapek i szalików. Mam nadzieję, że pani nie zrobiła gafy I nie zgubiła mi siostry na jednym z chodników?
Oh! Mój los nędzny będzie bez drugiej połówki! Schowam się gdzieś daleko. Może do lodówki?
Jeśli prawa zaginie, ja z nią razem też. Nie chce by na śmietniku trawiła mnie wesz…
Prawa
Upadłam nagle, sama nie wiem kiedy. Głos pani slyszałam z oddali, słabnący Wielkiej, oj wielkiej sobie napytałam biedy! Czy upadłam pani chcący czy niechcący?
A co jeśli już mnie nie chce, już jej nie pasuję Co jeśli w internecie nową parę kupuje? Ja na deszczu noc całą moknę i truchleję. O los lewej się martwię. Z rozpaczy szaleję.
….
Trochę trwało lecz nagle ktoś mnie podnosi Delikatnie. Ogląda. Strzepuje. Do domu zanosi. Jestem uratowana! Lewą wnet zobaczę! Czy ona to już wie? Czy dalej samotnie rozpacza?
Razem
Razem jest nam do twarzy w różowym kolorze. I choć bardzo lubimy spacery nad morzem Do Gdyni już nas proszę więcej nie zabierać Bo się po tych wizytach trudno nam pozbierać
A tej milutkiej pani co znalazła prawą My, dwie rękawiczki bijemy głośne brawo.
Na pamiątkę zgubionej rękawiczki odnalezionej przez Kasię 😉
Baloniki i serduszka. I naręcza tulipanów W rękach pań obdarowanych Przez ich sercom bliskich panów. Dominuje dziś czerwony Bo to kolor jest miłości Myślę czemu nie, w tych czasach Nigdy dość jest życzliwości. Tylko czemu to raz w roku I w dodatku z kalendarza Tej miłości okazanie wielu ludziom się przydarza. Czy nie warto przez rok cały Tak po prostu miłym być Mówić: kocham albo lubię Byłoby nam łatwiej żyć.
Pod grubą kołdrą lodu Niegocin dziś uśpiony, pusto i głucho wokół, krajobraz księżycowy. Marina wyludniona Nic się tu nie kołysze Spoglądam hen po horyzont I chłonę zbawienną ciszę. Ktoś może rzec to nuda Nic przecież się nie dzieje Uśmiecham się w głębi duszy Bo widok ten mnie grzeje. Bo jestem tutaj znowu Nie wiem już po raz który I w każdej roku odsłonie Zachwycam się! Mazury ❤️
Delikatne drżące jakby zadziwione Czy na pewno w porę już się pojawiły Czy ten świat uśpiony jest na nie gotowy Gdy do życia z ziemi twardej się przebiły.
Pierwsze przedwiosenne i oczekiwane Białe kwiatki niewinnej niezwykłej urody W tej codziennej szarości skostniałej od zimna Są nadzieją, zwiastunem, że ustąpią lody.
A za nimi dzień dłuższy, pierwsze pączki na drzewach Słońce w swej łaskawości ogrzeje nam twarze Wiosna sypnie zielenią i kwieciem wszelakim Skoro marzec.. Czekam i czekam i marzę…