Rymy

Obyczajowe

Domek na drzewie

Czy jestem w krainie magii?
Widzę domek Babci Jagii.
Mogą mieszkać w nim krasnale,
zanim przyjdą tutaj drwale?

Lecz ta bajka jest prawdziwa,
w domku tym rodzina bywa.
Słonko grzeje, wiatr kołysze,
wszyscy lubią tutaj ciszę.

Cztery sosny dom trzymają,
woń żywicy i cień dają.
Ptaki w okna zaglądają,
śpiewem życie umilają.

Można mieszkać tak jak w niebie,
ale gdy człek jest w potrzebie,
szuka gruntu. By pod krzaczkiem…
Nie każdy ma w domu kaczkę.

O zwierzętach, Obyczajowe

Ruda

Oto idzie człowiek,
może znów się uda
i orzech dostanę…
myśli sobie ruda.
Ale być nie może
solony, miodowy,
tylko naturalny,
wyłącznie laskowy.
Żaden inny rodzaj
nie kusi, nie mami,
brazylijskie, włoskie
niechaj jedzą sami.
Spacerują ludzie,
ja od nich nie stronię,
wyglądam zza drzewa,
po gałęziach gonię.
To jest taka z ludźmi
moja mała gierka,
w finale dostanę
orzech, nie cukierka.
A potem czym prędzej
sobie go zakopię.
Myślą, że go zgubię,
zawsze go wytropię!
Mam zapasy wszędzie,
wiem dokładnie jakie.
Kiedy przyjdzie pora
schrupię je ze smakiem.
Sprytna i przezorna
– oto rudej cechy.
Człowieku bierz zawsze
do parku orzechy 😉

Abstrakcyjne

Sen

Taka szybka nocka,
zupełnie z nienacka,
zamyka nam oczy i dziwne sny mamrocze.

Gotowa do pobudki, lecz gdy organizm malutki,
daje jeszcze odpocząć, by rano nie spocząć.

W łóżeczku mięciutkim z dzieciątkiem młodziutkim,
Gdy rano zmęczona po nocy całej odlatuje
W niebo po godzinach nieprzespanych.

Już się wieczór zbliża, więc gotowa leci,
by dzieciaczkom małym
sny się nie mieszały.

Obyczajowe

Choroba

Choroba niedobra atakuje organizm,
Tak mi się wydaje, że zupełnie za nic.
Niewiadomo jaka, może przeziębienie,
Lecz na pewno nie jest to zwykłe skaleczenie.
Gorączka atakuje, świadomość wariuje.
A może wirus to totalny świrus?
Ból brzucha doskwiera
I jak tu się pozbierać?
Po nieprzespanej nocy
Najlepszy antybiotyk!

Obyczajowe

Wyspa normalności

Prosty regał, zwykła lada
a na nich różności,
księgarenka „u Bogusia”,
wyspa normalności.

W onko korytarzu
Skomnie przycupnęła
Trochę wbrew lub mimo wszystko
Miejsce to zajęła.

Korytarzem tym codziennie
wędrują pacjenci
Jak spod prawa
Nagle z życia zwykłego wyjęci.

Przestraszeni, zagubieni,
Zdezorientowani
„Na badania to którędy
proszę Pana, Pani…”

Na tej drodze literacki
Kram Bogusia stoi
A w nim liczne poradniki
Raka chcą oswoić.

To nie wszystko: są powieści,
wiersze, są nowości,
Tylko książki i aż książki
Powiew normalności.

Panu Bogusiowi, pełnemu pozytywnej energii, poruszającemu się o dwóch kulach, dedykuję…

O zwierzętach

Spotkanie na szlaku

Przechodziłem dziś spokojnie sobie drogą,
Gdzie nie chodzi zwykle pies z kulawą nogą,
Aż tu nagle obraz widzę dosyć dziwny
Jakieś stwory wynurzają się się z leszczyny.

Głośno sapią, głośno tupią, coś mamroczą,
Światełkami prosto w oczy mi migoczą.
Zatrzymują się, gdy drogę im przebiegam
Czy to dziwne, że po lesie lisek biega?

Ja, spokojnie, nie dam przecież się przestraszyć,
Jak tak mogą w moim lesie się panoszyć!
Już ich mijam, oni stoją niczym wryci
Nic dziwnego, ogon mój ich tak zachwycił!

Cóż za dziwy dzisiaj w tym bieszczadzkim lesie,
Nie ma nigdzie lis spokoju na tym świecie!

O roślinach

Jarzębina

Jarzębina czerwona 
w białe kwiaty ustrojona?
Ktoś powie – zwariowała.
Nie. Ją przyroda oszukała.

Najpierw sucho się zrobiło,
potem deszczem pokropiło,
w nią wstąpiło nowe życie,
znów zakwitła dość obficie. 

W zeszłym roku też tak było.
Chyba się w niej utrwaliło,
by stroić się w białe kwiaty,
gdy owoc w czerwień bogaty. 

Może dla mnie się tak stroi?
Tuż przed moim domem stoi.
Rośnij długo jarzębino,
i ciesz oczy każdą chwilą.

Na wycieczce

Kropla

Przycupnęłam tu na trawce
Na tym cienkim źdźble
Nie strąć proszę mnie wędrowcze
Zostać tutaj chcę.

Na bieszczadzkim szlaku
W ten wilgotny dzień
Jestem napojem dla ptaków
Pszczół, muszek i ciem.

Nie jestem tutaj sama
Wiele jest tu nas
Przycupnęłam sobie rana,
Gdy ze snu budził się las.

Wiem wędrowcze, że gdy patrzysz w me mokre oblicze
Z całych sił w nim wypatrujesz dziś słońca odbicia.
Ja zrodzona z mgły bieszczadzkiej, ona matka moja,
Mgła ze słońcem dziś wygrała, w pogodowym boju.

Połonina mgłą zasnuta
Rosa na wędrowca butach
Ja na trawie zawieszona, poję ptaki i owady.
Mała kropla, chodź spójrz bliżej,
Odbijają się we mnie Bieszczady!

Obyczajowe

Mój ci on

Ok, wybaczam, że prezent spóźniony
Na urodziny nie dotarł na czas.
Widzę, że będę zadowolony
Drapak jest zacny, dla mnie w sam raz.

Kilka poziomów, drabinka, budka
Jest gdzie się wspinać i drapać jest
Niejedna kocia drzemka milutka
Czeka tu na mnie, miły to gest.

Mogę więc skakać, wspinać się mogę,
To wszystko moje, to moje włości.
Niech mi tu tylko nie wchodzą w drogę
Bo to jest pałac Jego Wysokości.